logo

RUSTYKALNY ŚLUB W GÓRKI ZIELONE | JULIA + FRANEK

Na ulicy bocianiej stał słup, na którym gniazdo uwiły bociany. Młode były już na tyle duże że powoli wyfruwały z gniazda, by uczyć się samodzielności. Pięknie zagrał mi ten obraz w kadrze w treścią reportażu, który był przede mną. Z pozoru zwyczajny dom wewnątrz wcale zwyczajny nie był. Sporo było tu obrazów, sentymentalnych pamiątek, czarno białych rodzinnych fotografii pań w pięknych kapeluszach i panów na koniach. To był dom z duszą. Na tarasie rodzice przygotowali poczęstunek i pyszną kawę z kardamonem. Od razu poczułam się nie jak fotograf, ale gość.

PIĘKNY DREWNIANY KOŚCIÓŁEK

Julia przygotowywała się w pokoju na strychu, a Franek na tarasie w towarzystwie przyjaciół – tego z lat szkolnych i tego wiernego czworonożnego. Zaglądając podczas przygotowań do Waszych domów, staram się uchwycić jak najwięcej Was samych i waszej historii. Julia miała prosty i podkreślający jej dziewczęcą urodę makijaż. Rustykalna sukienka, nieśmiały uśmiech i jej piękne rude włosy stanowiły jej największy atut tego dnia. Moment, w którym się zobaczyli tego dnia, był bardzo wzruszający. Ślub miał miejsce w starym drewnianym kościółku. Tata wprowadził pod ołtarz Pannę Młodą. Podczas przysięgi udało mi się uchwycić łzy wzruszenia najbliższych, a tuż po niej ogromną radość przyjaciół pary. Julia i Franek podczas uroczystości często wymieniali się spojrzeniami, trzymali za ręce. Przyjemnie było na to patrzeć i uchwycić na dłużej.

Po życzeniach goście przyjechali na rustykalną sale – Górki Zielone, która była bardzo gustownie ozdobiona świeżymi kolorowymi kwiatami a dłuuuuugi sznur proporczyków rozciągający się przez całą salę był uszyty przez babcię Julki. Pierwszy toast, przemówienie świadka i gorzko, gorzko. Tak się zaczęło. Potem podczas obiadu i korzystając z zachodzącego słońca wyszliśmy na krótki – 20 minutowy plener w dniu ślubu. Młodzi mogli na chwilę celebrować ten moment tylko we dwoje, by zachować go na długie lata. Pierwszy taniec spotkał się z bardzo ciepłym przyjęciem i po chwili parkiet był już pełny.

Po pierwszym secie mogliśmy nacieszyć się tortem w formie muffinów. Muszę nadmienić, że uważam ten sposób i moment podania tortu za najfajniejszy! Zazwyczaj po obiedzie i pierwszym secie ustawia się kolejka po kawę i coś słodkiego – już nie będzie lepszego momentu w ciągu dnia by goście mieli nieodpartą ochotę poczęstować się pysznym tortem. Ciekawa odmiana w stosunku do klasycznego tortu o północy.

LUŹNA ATMOSFERA

Pamiętam, że to co bardzo mi się podobało na tym ślubie to… luz i wolność. Młodzi cieszyli się tym dniem, co chwilę rozmawiali, tańczyli ze swoimi gośćmi. Spora część starszych gości siedziała przez większość czasu w strefie chilloutu tuż przed salą, rozmawiając i popijając wino. Natomiast ta młodsza część gości świetnie bawiła się przy muzyce, którą bardzo zacnie dobierali chłopaki z Tańce Hulanki

Starałam się nadążyć za tym co działo się na parkiecie i charakterem imprezy oddając to w nieco mniej romantycznych a bardziej dynamicznych kadrach. Parkiet rozświetlał napis DANCE i taniec rzeczywiście – trwał do białego rana.

miejsce: http://gorki.pl/

DJ: https://www.tancehulanki.pl/