logo

PLENEROWY ŚLUB W JAWOROWYM DWORZE POD DĘBEM

Już wcześniej pisałam, że to miejsce ma w sobie „to coś”. Za każdym razem, gdy tam jestem, okazuję się że poznaje nadzwyczajnych ludzi, pogoda choć zapowiada się słabo, ostatecznie okazuje się najlepszą z możliwych. Wcześniej miałam przyjemność fotografować w tym miejscu rustykalny  ślub pod namiotem – kasia + piotrek. Na spotkaniu z Maliną i Rafałem usłyszałam: „Zanim zaczniemy spotkanie, chciałam Ci powiedzieć, że jesteśmy zdecydowani. Widzieliśmy Twoje zdjęcia ze ślubu Kasi i Piotrka i nie szukaliśmy już dalej. Wiemy że uchwycisz to pięknie”. Cóż… właśnie o takiej współpracy, pełnej zaufania marzy fotograf. Co w cale nie oznacza, że teraz można spocząć na laurach… o nie. Właśnie poprzeczka jest jeszcze wyżej i za wszelką cenę fotograf stara się oddać rzetelny, piękny reportaż.

Rafał wyglądał lekko zawadiacko w swej delikatnie rozpiętej koszuli i okularach przeciwsłonecznych. Malina szykowała się w swoim pokoju. Dłonie jej nieco drżały i emocje dawały o sobie znać. Niepewnie co chwilę zerkała za okno by sprawdzić czy już może przestało padać. Planowo ślub miał odbyć się pod leciwym i rozłożystym dębem. Para wybrała się na swój first look do sadu nieopodal. Tutaj łzy przeplatały się ze śmiechem. Parę łączyło wyjątkowe uczucie, ich emocje były na wierzchu.

INTYMNA I WYJĄTKOWA PRZYSIĘGA

Pani urzędnik na początku nie chciała się zgodzić na ślub pod dębem bo wciąż delikatnie padało. Każdy z nas starał się ją po cichu namówić i choć niechętnie – zgodziła się. Para przeżywała ceremonie na swój sposób. Poprzez łzy, wymianę spojrzeń i gestów. Po formalnym zawarciu związku, Młodzi wymienili przygotowane przez siebie przysięgi. Nie było na miejscu osoby która pozostałaby niewzruszona. Sama pani urzędnik powiedziała, iż „słyszała wiele pięknych przyrzeczeń, ale te jako jedyne ją wzruszyły”. Ich szczęście było ogromne. Chociaż gości było niewielu, życzenia trwały długo. Każda osoba rozmawiała z Młodymi dobrze im życząc.

Nie na każdym ślubie udaje mi się zrobić aż dwa plenery. Ten ślub w stylu slow wedding dawał mi całkiem duże pole popisu, ponieważ nie było ustalonych sztywnych punktów programu. Nie było tańca, muzyka powoli sączyła się z głośnika, podobnie jak dobre wino. Korzystając z tego że chwilowo przestało padać zabrałam Młodych na kilka zdjęć. Nie wierzyłam, że tego dnia wyjdzie jeszcze słońce, którego od rana nie uświadczyliśmy. Po torcie jednak ziemia zaczęła powoli parować od ostatnich i ciepłych promieni słońca tego dnia. Zrobiliśmy sporo zdjęć z gośćmi, samej pary, rozmów i czułości. Gdy się ściemniło Malina podeszła i powiedziała, że mogę w sumie już lecieć. Zostałam jeszcze chwilę. Zrobiło się dość zimno i rozpalone zostało ognisko, które kończy moją opowieść o pewnej wyjątkowej parze i łączącym ją uczuciu.

miejsce: http://jaworowy-dwor-landing.zuu.tools/