fbpx

logo

Przyjęcie w Pałacu Zdunowo | Dominika + Piotrek

Dominika i Piotrek na swój ślub wybrali pałac, chyba mój ulubiony na Mazowszu. Jest pięknie utrzymany a renowacje i konserwacje przeprowadzane są tak, by wiernie zachować jego pierwotny styl. Para przygotowywała się na miejscu. Panie urzędowały w sporym apartamencie z balkonem wychodzącym na ogród a Panowie piętro niżej. Tuż przed zakładaniem sukni nagle zaroiło się od koleżanek, pojawiło się prosecco i toast. Czas szybko uciekał, jak to zazwyczaj bywa na przygotowaniach. Dlatego też pośpiesznie podjechaliśmy pod kościół. A tam miało miejsce przysłowiowe urwanie chmury. Dominika czekała w samochodzie, aż chociaż troszkę się przejaśni, bo na dworzu zrobiło się niemal ciemno a kałuże wyrastały jak spod ziemi. W końcu w asyście kilku parasolek dotarli do kościoła. Dłuuuugi tren wyglądał pięknie. Młodzi wypowiedzieli słowa przysięgi i założyli obrączki.

MAŁE WPADKI CZY NIEZAPOMNIANY WIECZÓR

Już podczas obiadu wyskoczyliśmy na krótki plener. Po powrocie na salę wysłuchaliśmy kilku mocno wzruszających przemówień. Obiad umilały dźwięki kwartetu smyczkowego. Przyszedł czas aby troszkę się rozruszać. Młodzi zaprosili gości do namiotu tuż obok pałacyku. Zdarzyło się wówczas coś, czego nikt się nie spodziewał. W trakcie pierwszego tańca, do którego śpiewała świadkowa Dominiki… padł prąd! Po krótkiej konsternacji, świadkowa śpiewała już acapella a młodzi przytuleni tańczyli w egipskich ciemnościach. Goście jeden po drugim zaczęli włączać latarki w telefonach. Uffff… udało się złapać kadry i oddać klimat tego pierwszego tańca. Na pewno wszyscy goście go zapamiętają i na pewno nie jako wpadkę. Najprawdopodobniej pierwszy i ostatni raz współtworzyli ten moment razem z parą młodą. Chwilę później wszystko wróciło do normy. Były podziękowania, wygłupy, chwile odpoczynku i rozmów.

Na chwilę przed północą udaliśmy się do fontanny w środku ogrodu. Nie uwierzycie, ale na 30 minut przed tym momentem zepsuła się lampa, która oświetlała fontannę. By nie zepsuć klimatu lampą błyskową starałam się, jak to tylko możliwe, wykorzystać światło świec z puszczanych na wodę lampionów. Po oczepinach, na parkiecie był ogień, więc zostałam chwilę dłużej. Pamiętam do dziś niesztampowy pomysł zespołu, który zagrał w pewnym momencie „Last Christmas” w środku lata. Parkiet pękał w szwach a ja pamiętam ten numer do dziś 🙂

miejsce: https://www.palaczdunowo.pl/